czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział pierwszy


Ofelia zaczęła dzisiejszy dzień dość „normalnie”. Wstała , zeszła na dół na śniadanie. Jak najszybciej zjadła i wyszła z psem na spacer. Mijała te same domy co wczoraj , te same drzewa , te same sklepy. Dziewczyna nie miała dobrego humoru (zresztą jak zawsze). W końcu doszła do torów i postanowiła wrócić z psem. Wracając jeden straszy mężczyzna :
-Ładnego ma pani psa ! Jak się nazywa ?-zapytał z uśmiechem na twarzy.
-Charon- burknęła nie patrząc na mężczyznę.
-Dlaczego ma tak na imię ? Powinien nazywać się Lucky lub Cynamon a nie takie dziwne imię-powiedział.
-Proszę Pana jak Pan będzie miał psa to sobie Pan go nazwie jak chce a od mojego proszę się odczepić-powiedziała , wręcz krzyknęła.
Mężczyzna spojrzał się na nią jak na chorą psychicznie dziewczynkę i odszedł. Tylko w drodze do domu myślał „Zero szacunku ma to dziecko”.
Po 30 minutach Ofelia wróciła do domu. Spuściła psa ze smyczy i najszybciej jak mogła wbiegła na górę po schodach. Wszystko tam szybko aby tylko uniknąć matki a raczej 20minutowej rozmowy z nią która i tak kończy się kłótnią.
Przed włączeniem laptopa spojrzała jeszcze za okno i nagle zobaczyła tego samego mężczyznę z którym „rozmawiała” rano. Starszy Pan również ją zobaczył. Ofelia spojrzała na niego z pogardą i opuściła rolety.
Gdy laptop był już włączony usłyszała pukanie do drzwi.
-Kochanie otwórz proszę-powiedziała jej mama.
-Boże ! Nie mogę teraz bo muszę zrobić coś ważnego – odkrzyknęła.
-Ale…
-Co ale ?! Nie mogę i tyle ! Przyjdź za 2 godziny! Cześć-powiedziała.
Matka nic sobie nie zrobiła z tego co powiedziała jej córka. Weszła do pokoju i zabrała jej modem od laptopa.
-Co ty do cholery robisz ?!-zapytała Ofelia.
-A na co ci to wygląda ?!
-Zostaw to w tej chwili !
-Bo co ?! Jestem twoją matką to będę robić co mi się podoba a Tobie nic do tego córeczko. Zresztą i tak jesteś od tego uzależniona.
-Tak a wiesz czemu ?!
-No słucham-powiedziała mama która o mało co nie pękła ze śmiechu.
-Bo w świecie realistycznym jestem nikim to chociaż w internecie mnie lubią i mogę być sobą-powiedziała.
-Aaaa nie no to zmienia postać rzeczy…-powiedziała roześmiana matka.
-Wyjdź stąd i oddaj to !
-Hahah już czekaj to Ci dam-powiedziała po czym wyszła.
Ofelia po tym co usłyszała od matki sięgnęła po żyletki i zrobiła to co chciała od samego rana. Delikatnie pocięła sobie nogi.